niedziela, 9 sierpnia 2015

Foreo Luna Mini - opinia po roku używania sonicznej szczoteczki do mycia twarzy.

Właśnie minął rok od kiedy używam szczoteczki Foreo Luna Mini. Dostaję wiele mailowych zapytań na temat tego czy nadal jej używam, czy moja opinia się zmieniła? czy warto ją kupić? Postanowiłam więc wrócić do tematu tego małego gadżetu i podzielić się opinią po rocznym użytkowaniu szczoteczki.


Jeśli nie wiecie czym jest Foreo Luna odsyłam Was do mojej recenzji sprzed roku, w której opisuje czym jest, jak się jej używa i co o niej sądzę po miesiącu używania
- KLIK.

Przyznam się, że nie używałam jej dzień  w dzień przez cały rok, miałam małe przerwy które wiązały się głównie z lenistwem. Przez ten cały czas musiałam wykonać dwa ładowania szczoteczki - co jest bardzo wygodne. Wiele razy była ze mną w podróży, jest mała więc idealnie mieściła się do mojej kosmetyczki.

Nie zauważam zużycia materiału ani odbarwienia koloru - niejednolity kolor to odciski palców, po umyciu szczoteczki wodą wygląda jak nowa. Miałam obawy, że wypustki mogą z czasem się oberwać albo zmienić ułożenie - nic takiego się nie stało. Struktura tworzywa z jakiego jest wykonana w dalszym ciągu jest taka sama - miękka a zarazem dość sprężysta. Gdyby nie lekko odklejona naklejka z numerem seryjnym pod spodem śmiało mogłabym powiedzieć, że jest jak nowa.

Pierwsze efekty działania tego małego cuda zauważyłam już niecałym miesiącu używania i ten stan cały czas się utrzymywał. Nie musiałam w ogóle używać peelingów a skóra była gładka i miała ładny kolor. Miałam z nią chwilę przerwy i szybko zaważyłam, że skóra zaczęła pokrywać się zaskórnikami, szybciej się przetłuszczała i była w gorszej kondycji. Ponownie sięgałam po Lunę i wszystko wracało do normy.

Zmieniałam przez ten czas podejście do demakijażu i mycia twarzy. Wcześniej myłam twarz razem z makijażem oczu żelem, bez osobnego demakijażu oczu. Gdy używam szczoteczki najpierw zmywam oczy, później lekko myję twarz aby usunąć to co na niej osiadło przez cały dzień a dopiero później nakładam żel na szczoteczkę i masuję nią twarz - mogłabym używać jej od razu po demakijażu oczu ale mam obawy, że wcieram w twarz cały brud który mam na twarzy. O żelach jakich najczęściej używam możecie poczytać TUTAJ.

Jakie są moje wnioski po roku czasu? w dalszym ciągu jestem zachwycona szczoteczką ale wiem, że muszę jej używać systematycznie, dbać o jej czystość i używać odpowiednich żeli. Zdaję sobie sprawę z jej wysokiej ceny i tego, że otrzymałam ją do testów ale gdybym miała wydać na nią własne pieniądze - wydałabym bez wahania. Jeśli macie ochotę zadbać o swoją cerę warto na nią zbierać bo służyć będzie Wam bardzo długo.

Lubicie takie gadżety? a może też używacie Luny?

18 komentarzy:

  1. Zbieram na nią, ale chciałabym wersję dla skóry wrażliwej i normalnej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gadżet fajny jednak cena powala mnie na kolana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialam kilka tanszych szczoteczek i wiem teraz ze za jakosc sie placi

      Usuń
    2. Chyba masz rację - wierzę, że jak się żałuje i kupuje tanie rzeczy, to po jakimś czasie produkt nadaje się do kosza albo robi nam kuku :/ warto chyba zainwestować w tę lunę...

      Usuń
  3. Fajne cacko :D Może kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku myślałam, że to kolejna zabawka dla amatorek gadżetów. Jak widać byłam w błędzie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie używałam takiego cuda i w sumie kusi mnie, ale ja mam ogromne problemy z regularnością i pewnie bym jej używała raz na miesiąc :/

    OdpowiedzUsuń
  6. W 100% się zgadzam :). Ja moją Lunę używam codziennie i odkąd ją mam, nigdy, ale to przenigdy nie miałam do niej mieszanych uczuć. Wciąż stoi na wysokości zadania i dba o moją cerę jak należy. W takie upały to po prostu skarb, dzięki Tobie <3

    OdpowiedzUsuń
  7. U Ciebie już mija rok, a ja nadal się nie zebrałam do zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam okazję jej wypróbować w douglasie na akademii makijażu i byłam zachwycona, chętnie ją kupię, ale z racji, że to droższy wydatek, to może wpiszę na listę urodzinową:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że taka droga bo chętnie bym przygarnęła. Ale może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę o niej od dłuższego czasu, ale, na razie, cena mnie stopuje... :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę sobie kiedyś sprawić taką szczoteczkę, może w końcu opanowałabym moją przetłuszczającą się strefę T:)

    OdpowiedzUsuń
  12. kupiłam sobie i nie żałuję żadnej wydanej na nią złotówki! co prawda też tak, jak Ty nie używam jej codziennie z czystego lenistwa, ale buzia po niej jest cudowna! :)
    a dla wrażliwców - sama mam suchą i bardzo wrażliwą skórę i ta wersja mini absolutnie nie podrażnia skóry!

    OdpowiedzUsuń
  13. hm pierwszy raz o niej słyszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kupiłam Lunę dla cery wrażliwej na promocji w Douglasie z pół roku temu. Szczerze, gdybym miała wydać jeszcze raz kasę, to nie wiem... no plus promocja. Niestety nie widzę istotnej zmiany w mojej cerze, jakoś specjalnie też nie narzekam na nią. Jedyne co, to przyjemny masaż rano, jak mam zaspaną i zapuchniętą twarz to pomaga. Ale testowałam na chłopaku i u niego rzeczywiście widać oczyszczone pory.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam od maja wersję pełnowymiarową. Jedyne czego żałuję to to, że nie zdecydowałam się jednak na wersję mini, bo strony do masażu zupełnie nie używam. Nie dlatego, że nie wierzę w jej skuteczność czy z lenistwa. Po prostu nie mogę trafić na krem czy serum które chciałabym mieć a które nie zawiera silikonu. Z żelem do mycia jest łatwiej przynajmniej dopóki biedra współpracuje z Tołpą.

    OdpowiedzUsuń

Wpisy mające na celu tylko i wyłącznie autopromocje blogów lub wulgaryzmy będą usuwane.