Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mac. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 maja 2015

Ulubieńcy! czyli co mnie zachwyciło w ostatnim czasie.


Nie umiem być systematyczna w pisaniu o ulubieńcach. Nie jest to kwestia lenistwa czy szybko biegnącego czasu a produktów, które miałyby się w takich zestawieniach pojawiać. Nie będę ukrywać, że narzekam na niedobór ale zauważam, że jeśli coś polubię używam to bardzo długo. Odkryłam kilka perełek, które wielbię od pewnego czasu - na tyle długiego aby warto było o nich wspomnieć!

dr irena eris

Jak wiecie w kwietniu uczestniczyłam w konferencji prasowej dotyczącej nowej odsłony marki Yoskine - klik - z wyjazdu do Stolicy przywiozłam ze sobą kilka produktów - mi.n z serii Kirei Lifting - Retinosferyczny eliksir odmładzający który skierowany jest co prawda do kobiet 40+ okazał się cudownym lekkim produktem idealnym pod makijaż. Czuję jak moja skóra go pije i staje się od razu świeża i rozpromieniona. Jedyny minus to wydajność - jestem już w połowie 30 ml buteleczki i zaczynam się rozglądać gdzie będę mogła kupić kolejne opakowanie.

Kosmetykiem który zazwyczaj w zestawieniach ulubieńców jest przeze mnie pomijany to produkt do demakijażu - wcześniej nie trafiałam na nic co by mnie zachwyciło. Większość płynów dwufazowych nie spełnia w 100% moich oczekiwań - przeważnie szczypią mnie w oczy czego bardzo nie lubię. Ażżżż tu nagle pojawiła się dwufazówka marki Dr Irena Eris i jest wow! Świetnie zmywa najcięższy makijaż a do tego jest bardzo delikatny!

ulubieńcy

Tusze Max Factor'a to wg. mnie najlepsze tusze z średniej półki cenowej. Miałam już kilka wersji i nigdy złego słowa powiedzieć nie mogłam. Długo są świeże, szczoteczki są dobrze zaprojektowane a co najważniejsze konsystencja jest idealna! W chwili obecnej używam wersji Masterpiece i jestem bardzo zadowolona!

Paznokcie paznokcie! Może zacznę od cudnego brokatowego top Orly! Watch it glitter to obecnie jeden z moich faworytów wśród złotych topów - TUTAJ - możecie poczytać o pozostałych. Jest to takie szlachetne ciemne złota które genialnie wygląda na każdym lakierze a także solo. Jak wiecie ostatnio częściej na moich paznokciach gościły hybrydy La Femme niż zwykłe lakiery. Jeśli macie ochotę poczytać co dokładnie o nich sądzę odsyłam Was - TUTAJ - a dziś opowiem Wam o ulubionych kolorach. Miałam okazję przetestować kilka różnych odcieni, ostatnio też do moich zbiorów doszły nowe, ale przez ostatni czas najczęściej sięgałam po R112 który jest brzoskwiniowym różem oraz R019 czyli jarzębinowy pomarańcz.

la femme hybryda

Sporo nowej kolorówki pojawiło się w moich zbiorach, powinno pojawić się tutaj sporo pozycji. Postanowiłam wybrać to co najczęściej używałam i bez czego w chwili obecnej ciężko mi się obejść. Będąc w Warszawie byłam w MACu - to taki mój rytuał - jestem w Stolicy to kupuje jeden cień! Tym razem szukałam bardzo jasnego delikatnego brązu, który miał był lekko widoczny na powiece. Akurat trafiłam na Monikę która tam pracuje [wcześniej "znałyśmy się" z instagrama] doradziła mi cień Era i był to udany zakup. Używam go praktycznie codziennie do dziennego makijażu. 

Bardzo polubiłam też Ohh la la róż mineralny Lily Lolo z costasy.pl - tym razem jest to produkt sypki. Ma żywy świeży odcień, który w szybko sposób rozpromienia i sprawia, że wyglądam na wypoczętą. Lily Lolo to jedna z marek w których asortymencie róży odnajduję się bardzo, sięgam często zarówno po sypkie jak i prasowane produkty.


hakuro h15

Wśród pędzli wyróżnić muszę 3 muszkieterów. Lubiany nie tylko przeze mnie Hakuro H15 z kosmetykomania.pl jest nie tylko cudownie miękki ale ma idealny kształt. Jest idealny do bronzera, różu a także do rozświetacza. Do pudru może być zbyt mały - choć można nakładać nim precyzyjnie puder w miejsca ciężej dostępne np na korektor pod oczy. Do makijażu oczu polubiłam bardzo dwa precyzyjne pędzelki marki Kavai z puderek.com.pl - 90 i 91 - ten pierwszy jest bardziej miękki, drugi bardziej twardy i mniej sprężysty. Genialnie sprawdzają się do nakładania cienia na dolną powiekę. Wcześniej nie lubiłam tego typu pędzelków a teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym ich nie mieć!


W kwietniu uczestniczyłam w warsztatach Procter & Gamble - zupełnie zapomniałam o tym napisać, będę musiała to nadrobić! Przywiozłam ze sobą m.in farbę Wellaton z Welli. Wiem, że nie jestem blondynką ale zazwyczaj farby wychodzą ciemnej na normalnie brązowych włosach - wybrałam ciemny blond, idealnie sprawdził się aby pokryć odrosty i pogłębić lekko mój obecny kolor. Wcześniej nie miałam okazji używać farb Welli i to był błąd!


W moim zestawieniu pojawi się coś niekosmetycznego, ale mającego wpływ po części na kondycję mojej cery. Mowa tutaj o poszewce z organicznej bawełny marki Wearso. Od zawsze śpię przytulona do poduszki przytulanki [pomijając oczywiście ramiona Męża] który towarzyszy mi od dzieciństwa. Niestety nie jest to zbyt higieniczne bo poduszka a dokładnie Pierzak - tak się nazywa nie jest ubrana w poszewkę - może uznacie mnie za wariatkę ale uwielbiam grzebać w poduszkach z pierza/łamać piórka. Poszewka która mam ma otwór gdzie mogę włożyć rękę a twarz wtulam w delikatną bawełnianą poszewkę, która łatwo się pierze i szybko schnie. Myślę, że o marce Wearso. - KLIK - zrobię osoby post ale warto wspomnieć, że w asortymencie poza pościelą są m.in ubrania.  Wearso. tworzy jedynie z bawełny organicznej, pozyskiwanej z upraw ekologicznych, bez stosowania chemii i nawozów sztucznych.


To by było na tyle jeśli chodzi o to co mnie zachwyciło i mogę śmiało powiedzieć - tak to mój ulubieniec!
Napiszcie koniecznie co Wy polubiliście - a może jest tu też i Wasz ulubieniec?



wtorek, 11 listopada 2014

Ulubieńcy września i października.


Dawno nie było ulubieńców. Od ostatniej publikacji minęły dwa miesiące i to chyba odpowiedni odstęp czasu aby pokazać ulubione kosmetyki, tak aby nie dublować tych wcześniej pokazanych.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Nigdy nie mów "nigdy" bo kobieta przecież zmienną jest!



Pewnie wiele z Was powtarzało sobie czasem pod nosem "tego nigdy przenigdy nie włożę... cooo taki kolor ust? absolutnie nie!" a później okazywało się, że jednak to był dobry wybór, może nie do końca "wasz" a jednak sprawiał, że dobrze wyglądacie.

Pamiętam jak w czasach liceum nosiłam glany i mówiłam - "buty na obcasie - nieee nigdyyy!!" a teraz przeważnie za wysokimi się rozglądam. No i pamiętna czarna kreska na linii wodnej - która z Was nie wyobrażała sobie bez niej makijażu? Czas jednak sprawia, że nasze gusta się zmieniają i po części ma na to wpływ moda na dany produkt czy trendy, a po części my same chcemy siebie odmienić albo widzieć trochę inaczej. Czasem też mamy ochotę kupić droższy produkt, jednak zastanawiamy się czy pieniądze jakie wydamy będą przekładały się na jakość. Sama mam pewne przyzwyczajenia, które ciężko mi zmieniać... alee... od pewnego czasu zauważyłam, że zmiany mogą być korzystne :)


Jak wprowadzać zmiany tak aby nie obciążać konta i być zadowoloną z zakupów?
  • zastanów się co chciałabyś kupić ale nie kupuj tego od razu! jeśli wrócisz do domu i pomyślisz "mogłam to jednak kupić" to znak, że zakup jest przemyślany.
  • sprawdzaj kolory w internecie - przeglądaj blogi - producenci często nie odwzorowują dobrze kolorów w reklamach.
  • poproś o próbkę/odlewkę w drogerii- masz do tego święte prawo!
  • sprawdź kolor u przyjaciółki - to bardziej higieniczne niż macany przez wszystkich tester w sklepie.

Często przeglądam kosmetyczki koleżanek - dzięki temu odkrywam nowe kosmetyki, których zakupu później nie żałuję! Aaaa żeby nie być gołosłowną dziś przedstawię Wam taką moją trójkę, której na pewno nie kupiłabym gdybym nie miała z nią wcześniej styczności!!




Cień MAC
- wiele pozytywnych recenzji sprawiało "tak muszę je mieć tylko ta cena... :(" Po pewnym czasie nie miałam już parcia na markę, a nawet uważałam, że jest wiele produktów, które są identyczne a kosztują duuużo mniej. W dalszym ciągu nie jestem "macowym frikiem" i nie kupuję jak oszalała kolejnych cieni. Zmieniłam jednak trochę nastawienie i uważam, że warto zainwestować w cień, który będę używała często. Dzięki Asi [http://pieknoscdnia.blogspot.com/] poznałam cienie tej marki - od niej dostałam pierwszy  
cień a drugi zakupiłam już sama. Wychodząc z Mac'a myślałam "wariatko wydałaś na mały cień prawie 80zł!!" a dziś używam go każdego dnia! Znalazłam wiele odpowiedników Naked Lunch jeśli chodzi o kolor - natomiast stawiam także na jakość, a w tym przypadku nie znalazłam nic, czym mogłabym ten cień zastąpić.




Farbka do brwi MUFE Aqua Brow - w pewnym momencie myślałam, że wyskoczy mi z lodówki niczym Chodakowska ;) - wszyscy o niej pisali. Ciekawił mnie ten produkt, ale nie na tyle, żeby rozważać jego zakup. Brwi wypełniałam sprawdzonym cieniem z Catrice, więc nie potrzebowałam zmian. Pojechałam na weekend do Agaty [http://www.agatabielecka.pl/] i jak na złość tam zauroczyłam się tym produktem. Jak tylko Ją [mam na myśli Agatę] zobaczyłam pomyślałam "wow jakie ma mega cudne brwi!!", a od kiedy pamiętam zawsze na nie psioczyła. Nie mogłam się na nie napatrzeć - na dodatek wyglądały mega naturalnie! Mam 2 kolory linerów Vipery [recenzja] które bardzo lubię jednak mają zbyt rudawy odcień i widać, że brwi są dorysowane/wypełnione. Zależy mi na tym aby ktoś pomyślał " ładne brwi niż ładnie zrobione". U Agaty miałam okazję przetestować dwa odcienie - były dla mnie jednak za ciemne. Przeszłyśmy się do Sephory - dostałam próbkę koloru 25. Używałam go namiętnie przez ponad tydzień w najgorsze upały i trzymał się cały dzień, przetrwał nawet Przystanek Woodstock! Nie kupiłam go ze względu na trwałość a na kolor! jest idealny! Wygląda bardzo naturalnie i daje delikatny efekt. Jeśli się zastanawiacie nad kupnem Aqua Brow - wybierzcie się do Sephory po próbkę!




"Kolorowe usta? ja? ja i kolorowe usta? nieeee"
a jednak tak! W zbiorach mojej kolorówki próżno szukać pomadek, szczególnie tych w mocnych kolorach. Zawsze wydawało mi się, że w mocnych ustach wyglądam źle, obawa przed czerwonymi od szminki zębami także robiła swoje. Zawsze zachwycały mnie kobiety które malują mocno usta - uwielbiam Atqe [http://www.atqabeauty.com/] czy Ole [prowadziła bloga belleoleum.com]  w mocnej czerwieni. Pojawiały się także obawy odnośnie trwałości i częstych poprawek. Zaczęłam coraz częściej myśleć o kolorowych ustach po rozmowie z Basią http://www.callmeblondieee.pl/] która zawsze ma je w nienagannym stanie. 


Nie skusiłam się od razu - znając siebie wiedziałam, że kupię w porywie euforii a później będzie leżeć w szufladzie. Jak co roku na woodstock przyjechali do nas znajomi a z nimi kosmetyczka z dwiema pomadkami Rimmela w intensywnych kolorach. Postanowiłam wypróbować na sobie... i ... postanowiłam "muszę kupić" - na dodatek pomadki były mega kremowe a nie jak większość - przesuszające. Jak wyglądałam w tej czerwieni - klik - foto na instagramie. Zbliżał się ślub i wesele znajomych - zdecydowałam, że dla odmiany postawie na usta! "Wyszłam do ludzi" z Rimmel 660 - In love with ginger na ustach! I teraz myślę nad kupnem kolejnych kolorów - znacie może takie czerwienie , które będą bardziej trwałe?


Macie takie produkty bądź marki do których przeknałyście się czy też poznałyście po czasie a teraz nie wyobrażacie sobie bez nich życia? Podzielcie się - może i ja się na nie skuszę! :)