Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lily lolo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lily lolo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2015

Makijażowy niezbędnik w upały czyli co wybieram gdy za oknem jest ponad 30 stopni!

Upały cały czas dają nam w kość... choć ja akurat to lubię, jest lato to ma być gorąco - jesienią i zimą będziemy tęsknić za tym słońcem ;) Wysoka temperatura ma swoje plusy ale także i minusy. My kobiety coś o tym wiemy! Niestety każdy nawet najlepiej wykonany makijaż utrwalony super specyfikami przy powyżej 30 stopniach nie jest w stanie przetrwać w stanie idealnym. "To po co się w ogóle malować!" - powiedziałby niejeden mężczyzna, nooo aleee każda z nas chce przecież ładnie wyglądać!

Wyjeżdżając na urlop poza miasto jestem w stanie zrezygnować z makijażu całkowicie, ale do pracy już mam opory. Nie jestem fanką mocnego malowania się, ale lubię podkreślać czy też kamuflować to co tego wymaga. W te gorące dni jestem w stanie zrezygnować z podkładu, ale z pokreślenia brwi już nie. A co dokładnie ostatnio używam?


Wyeliminowałam podkład, który zazwyczaj i tak mieszam z kremem - KLIK - w te gorące dni w ogóle z niego rezygnuję, moja cera jest tłusta, nie jest idealna, ale czy taka musi być? Nie muszę jej aż tak kamuflować, więc rezygnacja z podkładu nie jest dużym wyrzeczeniem. Z korektorem bywa już różnie, ale od kiedy mam krem NIVEA cellular eye illuminator mogę i jego porzucić. Produkt o jakim wspomniałam to krem pod oczy z kolorem. Nie zakryje mocnych cieni, ale te lekkie całkiem dobrze niweluje, do tego pielęgnuje skórę pod oczami. Wiem, że na rynku jest już kilka tego typu produktów - ja z tego jestem zadowolona. Ma świetny higieniczny aplikator, który dozuje odpowiednią ilość kremu.


Niestety tłusta cera czasem daje w kość i pudru już pominąć nie mogę. Powróciłam do sprawdzonego Stay Matte z Rimmel. Do nakładania używam dużego pędzla kabuki z Lily Lolo - KLIK. Omiatam nim całą twarz. O innych moich ulubionych pędzlach do nakładania pudru możecie poczytać TUTAJ.

 Pokochałam rozświetlacze - dłuuuugo nie doceniałam tego typu produktów a nawet uważałam, że są zupełnie zbędne! Od kiedy mam Mary Lou z The Balm - używam jej codziennie bo genialnie budzi moją cerę, wyglądam świeżo nawet jeśli mój makijaż jest minimalny. Pisałam o niej TUTAJ. Do Mary w parze nakładam różo-bronzer też The Balm - Balm Desert, jest cudwny, satynowy i genialnie wygląda na policzkach - mój pochodzi ze sklepu puderek.com.pl - KLIK ! Do nakładania tych dwóch produktów używam ukochanego Kavai 19 o którym pisałam TUTAJ.

W zeszłym roku odwiedzając Agatę -  www.agatabielecka.pl zakochałam się w farbce MUFE Aqua Brow - wybrałam nr 25 i stwierdzam, że jest nie do zdarcia! W te upały sprawdza się genialnie. Mam chęć wypróbować nowości Inglota ale jakoś nie mogę do niego dotrzeć, niestety nie ma go w moim mieście.

 Jeśli czytacie mnie od dawna to dobrze wiecie, że wolę podkreślać oczy niż usta. Od pewnego czasu zakochana jestem w złotawych kredkach które nakładam na dolną powiekę. Pisałam o nich TUTAJ. Ostatnio niezmiennie na dolną powiekę nakładam kredkę Miss Sporty nr 180 gold almond.


Na górną powiekę nakładam Color Tattoo 35 One and on Bronze z Maybelline - kolor cudowny i na mojej powiece utrzymuje się cały dzień bez bazy. Na blogach czytałam o nowych kolorach, niestety w Rossmannie jeszcze nie są dostępne a mam na nie ochotę!


Rzęsy tuszuję Masterpiecemax z Max factor - już czuję, że jego żywotność mija. Służył mi dość długo i bardzo się polubiliśmy. Nie używam latem wodoodpornych maskar bo nie lubię męczyć się z ich usuwaniem.

A Wy po jakie kosmetyki kolorowane najczęściej sięgacie w te upały? a może w ogóle się nie malujecie?

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Nowości Lily Lolo - prasowane bronzery, przegląd kolorów.


Na Costasy.pl wśród nowości pojawiły się prasowane bronzery Lily Lolo, które chciałabym Wam dziś pokazać. Nie będzie to pełna recenzja bo na nią zbyt szybko ale uważam, że są na tyle ciekawe abyście je poznały.


Jestem ogromną fanką prasowanych produktów Lily Lolo - uwielbiam zwłaszcza róże, ucieszyła mnie informacja o wprowadzeniu bronzerów. 

Produkty zamknięte są w klasyczne opakowania z lusterkiem. Bardzo solidne i ładne przede wszystkim. Lusterko jest bardzo funkcjonalne i spokojnie zastępuje takie, które najczęściej nosimy w torebce. Zdziwiła mnie pojemność bo dostajemy sporą ilość - jest aż 9 gram i  choć na zdjęciu nie wydają się bronzery zbyt duże - musicie mi więc wierzyć na słowo, że są. Wielkość opakowaniu porównałabym do większości drogeryjnych pudrów prasowanych.


Dostępne są trzy kolory z których jeden oczarował mnie na tyle, że porzuciłam wielbioną Bahame Mame  z The Balm. A jakie jest moje pierwsze wrażenie odnośnie odcieni?

Miami Beach - opisywany jest jako jasny, matowy odcień o średniej pigmentacji. Dla mnie jest zdecydowanie za jasny. Będzie dobry dla bardzo jasnych cer, które obawiają się ciemnych bronzerów.

Montego Bay - opisywany jako średni lekko połyskujący o mocnej pigmentacji i ciepłych tonach. I z tym się zgodzę. Jest bardzo intensywny w kolorze cegły - nie będzie się nadawał do konturowania ale za to cudnie się sprawdzi w leci zamiast różu. Zostawia błyszczącą lekko złotawą poświatę.

Honolulu - opisywany jako lekko połyskujący o średniej pigmentacji i ciemnym odcieniu. Opis według mnie jest odrobinę mylący - jeśli miałabym się nim sugerować, mogłabym go pominąć a jest moim faworytem. Nie jest połyskujący a wręcz powiedziałabym, że jest matowy - no może lekko satynowy ale na twarzy daję wykończenie bliżej matu niż połysku. Ma chłodny ocień, który genialnie sprawdza się do konturowania. Identyczny jak kultowa Bahama Mama z The Balm. Wykończenie daje bardzo naturalne. Jestem nim zachwycona!


Nie powiem za wiele na temat trwałości - pierwsze testy pozytywne ale muszę dłużej poużywać aby ocenić. Podoba mi się efekt jaki można nimi uzyskać. Produkty prasowane Lily Lolo mają specyficzną konsystencje. Są prasowane ale nie są takie suche, mocno pudrowe co bardzo lubię. To co ważne a o czym często zapominamy to skład. Często sięgam po minerały bo sprawdzają się przy mojej cerze. Bronzery dzięki zawartości olejku arganowego mają działanie przeciwstarzeniowe a olejek jojoba zapewnia nawilżenie - naturalne antyoksydanty oraz ochrona przeciwbakteryjna. Nie zawierają talku ani sztucznych substancji zapachowych, są odpowiednie dla vegan.
Wszystkie kolory możecie kupić TUTAJ w cenie 89,90zł za sztukę. Cena może wydawać się dość wysoka ale dostajemy świetny jakościowo produkt o sporej pojemności, który starczy na bardzo długo.


Dajcie koniecznie znać czy widziałyście już te bronzery i co o nich myślicie - który wpadł Wam najbardziej w oko?

sobota, 2 maja 2015

Ulubieńcy! czyli co mnie zachwyciło w ostatnim czasie.


Nie umiem być systematyczna w pisaniu o ulubieńcach. Nie jest to kwestia lenistwa czy szybko biegnącego czasu a produktów, które miałyby się w takich zestawieniach pojawiać. Nie będę ukrywać, że narzekam na niedobór ale zauważam, że jeśli coś polubię używam to bardzo długo. Odkryłam kilka perełek, które wielbię od pewnego czasu - na tyle długiego aby warto było o nich wspomnieć!

dr irena eris

Jak wiecie w kwietniu uczestniczyłam w konferencji prasowej dotyczącej nowej odsłony marki Yoskine - klik - z wyjazdu do Stolicy przywiozłam ze sobą kilka produktów - mi.n z serii Kirei Lifting - Retinosferyczny eliksir odmładzający który skierowany jest co prawda do kobiet 40+ okazał się cudownym lekkim produktem idealnym pod makijaż. Czuję jak moja skóra go pije i staje się od razu świeża i rozpromieniona. Jedyny minus to wydajność - jestem już w połowie 30 ml buteleczki i zaczynam się rozglądać gdzie będę mogła kupić kolejne opakowanie.

Kosmetykiem który zazwyczaj w zestawieniach ulubieńców jest przeze mnie pomijany to produkt do demakijażu - wcześniej nie trafiałam na nic co by mnie zachwyciło. Większość płynów dwufazowych nie spełnia w 100% moich oczekiwań - przeważnie szczypią mnie w oczy czego bardzo nie lubię. Ażżżż tu nagle pojawiła się dwufazówka marki Dr Irena Eris i jest wow! Świetnie zmywa najcięższy makijaż a do tego jest bardzo delikatny!

ulubieńcy

Tusze Max Factor'a to wg. mnie najlepsze tusze z średniej półki cenowej. Miałam już kilka wersji i nigdy złego słowa powiedzieć nie mogłam. Długo są świeże, szczoteczki są dobrze zaprojektowane a co najważniejsze konsystencja jest idealna! W chwili obecnej używam wersji Masterpiece i jestem bardzo zadowolona!

Paznokcie paznokcie! Może zacznę od cudnego brokatowego top Orly! Watch it glitter to obecnie jeden z moich faworytów wśród złotych topów - TUTAJ - możecie poczytać o pozostałych. Jest to takie szlachetne ciemne złota które genialnie wygląda na każdym lakierze a także solo. Jak wiecie ostatnio częściej na moich paznokciach gościły hybrydy La Femme niż zwykłe lakiery. Jeśli macie ochotę poczytać co dokładnie o nich sądzę odsyłam Was - TUTAJ - a dziś opowiem Wam o ulubionych kolorach. Miałam okazję przetestować kilka różnych odcieni, ostatnio też do moich zbiorów doszły nowe, ale przez ostatni czas najczęściej sięgałam po R112 który jest brzoskwiniowym różem oraz R019 czyli jarzębinowy pomarańcz.

la femme hybryda

Sporo nowej kolorówki pojawiło się w moich zbiorach, powinno pojawić się tutaj sporo pozycji. Postanowiłam wybrać to co najczęściej używałam i bez czego w chwili obecnej ciężko mi się obejść. Będąc w Warszawie byłam w MACu - to taki mój rytuał - jestem w Stolicy to kupuje jeden cień! Tym razem szukałam bardzo jasnego delikatnego brązu, który miał był lekko widoczny na powiece. Akurat trafiłam na Monikę która tam pracuje [wcześniej "znałyśmy się" z instagrama] doradziła mi cień Era i był to udany zakup. Używam go praktycznie codziennie do dziennego makijażu. 

Bardzo polubiłam też Ohh la la róż mineralny Lily Lolo z costasy.pl - tym razem jest to produkt sypki. Ma żywy świeży odcień, który w szybko sposób rozpromienia i sprawia, że wyglądam na wypoczętą. Lily Lolo to jedna z marek w których asortymencie róży odnajduję się bardzo, sięgam często zarówno po sypkie jak i prasowane produkty.


hakuro h15

Wśród pędzli wyróżnić muszę 3 muszkieterów. Lubiany nie tylko przeze mnie Hakuro H15 z kosmetykomania.pl jest nie tylko cudownie miękki ale ma idealny kształt. Jest idealny do bronzera, różu a także do rozświetacza. Do pudru może być zbyt mały - choć można nakładać nim precyzyjnie puder w miejsca ciężej dostępne np na korektor pod oczy. Do makijażu oczu polubiłam bardzo dwa precyzyjne pędzelki marki Kavai z puderek.com.pl - 90 i 91 - ten pierwszy jest bardziej miękki, drugi bardziej twardy i mniej sprężysty. Genialnie sprawdzają się do nakładania cienia na dolną powiekę. Wcześniej nie lubiłam tego typu pędzelków a teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym ich nie mieć!


W kwietniu uczestniczyłam w warsztatach Procter & Gamble - zupełnie zapomniałam o tym napisać, będę musiała to nadrobić! Przywiozłam ze sobą m.in farbę Wellaton z Welli. Wiem, że nie jestem blondynką ale zazwyczaj farby wychodzą ciemnej na normalnie brązowych włosach - wybrałam ciemny blond, idealnie sprawdził się aby pokryć odrosty i pogłębić lekko mój obecny kolor. Wcześniej nie miałam okazji używać farb Welli i to był błąd!


W moim zestawieniu pojawi się coś niekosmetycznego, ale mającego wpływ po części na kondycję mojej cery. Mowa tutaj o poszewce z organicznej bawełny marki Wearso. Od zawsze śpię przytulona do poduszki przytulanki [pomijając oczywiście ramiona Męża] który towarzyszy mi od dzieciństwa. Niestety nie jest to zbyt higieniczne bo poduszka a dokładnie Pierzak - tak się nazywa nie jest ubrana w poszewkę - może uznacie mnie za wariatkę ale uwielbiam grzebać w poduszkach z pierza/łamać piórka. Poszewka która mam ma otwór gdzie mogę włożyć rękę a twarz wtulam w delikatną bawełnianą poszewkę, która łatwo się pierze i szybko schnie. Myślę, że o marce Wearso. - KLIK - zrobię osoby post ale warto wspomnieć, że w asortymencie poza pościelą są m.in ubrania.  Wearso. tworzy jedynie z bawełny organicznej, pozyskiwanej z upraw ekologicznych, bez stosowania chemii i nawozów sztucznych.


To by było na tyle jeśli chodzi o to co mnie zachwyciło i mogę śmiało powiedzieć - tak to mój ulubieniec!
Napiszcie koniecznie co Wy polubiliście - a może jest tu też i Wasz ulubieniec?



poniedziałek, 23 lutego 2015

Rumiane policzki z Lily Lolo.


Tawnylicious to kolejny fantastyczny mineralny róż od Lily Lolo. Chcecie wiedzieć czemu?


Róż jak inne produkty marki Lily Lolo zamknięty jest w solidne plastikowane opakowanie z lusterkiem. Jak zazwyczaj nie używam takich lusterek tak w tym przypadku dość często z niego korzystam - róż ten zawsze mam ze sobą w mojej podręcznej torebkowej kosmetyczce.


Konsystencja dość kremowa jak na produkt prasowany - nie pyli się.  Niestety tak samo jak przy Coming Up Roses jest specyficzny zapach którego nie lubię... ale jestem w stanie zdzierżyć ;)

Na stronie polskiego dystrybutora - costasy.pl - czytamy, że jest to "matowy brąz, świetnie sprawdzający się jako róż, jak i bronzer" - z tym bronzerem to bym polemizowała choć kolor nie jest typowo różowy. Jest dość specyficzny - w opakowaniu zdaje się różowo ceglany, po nabraniu na palec bladoróżowy a na policzku lekko czerwony. Według mnie daje efekt fajnego naturalnego rumieńca.

Jest
matowy przez co idealnie sprawdza się przy mojej tłustej cerze. Niestety zanika w ciągu dnia więc muszę go czasem dołożyć. 

To kolejny róż
Lily Lolo którym jestem zachwycona. Opakowanie ma 4g i kosztuje 54,90zł. 



Dajcie znać co o nim sądzicie!

wtorek, 17 lutego 2015

Średni i ciemny zestaw do brwi Lily Lolo.


Temat brwi jest mojej osobie ostatnio bardzo bliski - testuje wiele produktów o czym zresztą przekonujecie się czytając mojego bloga. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez "zrobionych" brwi i choć moje nie są takie złe, lubię je mieć dobrze zdefiniowane - bez nich czuję się dość nijako. Brwi można podkreślać na wiele sposobów jednak najczęściej większość osób sięga po kredkę albo cień. Dziś przedstawię Wam dwa zestawy do brwi od Lily Lolo.

W skład serii wchodzą trzy - klik -jasny, średni i ciemny - najjaśniejszy w moim przypadku odpada bo zupełnie kolorystycznie do mnie nie pasuje.

Zestaw do brwi to dokładnie duo - jedna połowa to cień do wypełnienia brwi a druga wosk do ich ujarzmienia. Wszystko zamknięte w eleganckich opakowaniu z małym lusterkiem. Lusterko dość średnio się sprawdza jeśli chodzi o funkcjonalność ale jest miłym dodatkiem dla oka.

Jak już wspomniałam - mam okazje używać dwóch odcieni:
  • Średni zestaw do brwi jest dość ciepły i stosunkowo jasny - świetnie się u mnie sprawdza do wypełniania brwi bliżej nosa.
  • Ciemny zestaw do brwi to natomiast zimny brąz który jest dość ciemny - idealny na końce brwi bliżej włosów.  


Obydwa cienie są mocno napigmentowana ale dość łatwo się rozcierają tracąc na intensywności - można je w szybki sposób wyczesać. Trwałość jest zadowalająca choć są dni w których znikają szybciej - pewnie zależy to od ilości wydzielanego sebum - przy tłustej cerze zawsze wszystko krócej się utrzymuje, dotyczy to także produktów na brwiach.

Nie potrafię jednoznacznie określić który kolor jest dla mnie bardziej odpowiedni - najlepszy rezultat dają razem. Byłabym bardziej zadowolona jeśli ten jaśniejszy byłby nieco chłodniejszy. Czasem używam ich zamiast cieni do powiek - te odcienie brązów genialnie podkreślają niebieski kolor tęczówki.

Produkty przypadły mi do gustu połowicznie - cienie są bardzo przyjemne w użytkowaniu i dają efekt którego oczekuje,  natomiast z woskiem średnio się polubiłam. Lubię gdy włoski są usztywnione ale nie znoszę takiego tłustawego efektu przylizanych brwi. Wszelkie woski w zestawach do brwi są przeze mnie omijane szerokim łukiem.

Zestawy możecie kupić na stronie polskiego dystrybutora Costasy.pl - średni i ciemny w cenie 42,90 za sztukę.

Jeśli lubicie mineralne kosmetyki Lily Lolo warto zwrócić uwagę na dział wysprzedaż - klik -  są to kosmetyki nowe, pełnowymiarowe i pełnowartościowe, które występują w opakowaniach sprzed rebrandingu firmy Lily Lolo.


Dajcie koniecznie znać co sądzicie o takich zestawach!

niedziela, 4 stycznia 2015

Winna czerwień na ustach czyli Desire od Lily Lolo.


Taki kolor pomadki chodził mi po głowie od dawna. Piękny chłodny kolor winnej czerwieni znalazłam wśród produktów mineralnych Lily Lolo.


Produkt w formie klasycznej pomadki zamkniętej w wysuwanym sztyfcie.
Opakowanie świetnej jakości z logo marki. Podoba mi się, że przy zamykaniu słyszymy klasyczny "klik", mam pewność, że nie otworzy się przypadkiem w torebce.


Kolor? przepiękna czerwień - producent opisuje ją jako chłodną intensywną czerwień. Ja dodałabym stwierdzenie, że jest to lekko winny kolor wpadający lekko w ciemny róż. Niezwykle szlachetny kolor sprawiający, że zęby wydają się bielsze.


Formuła bardzo kremowa - mocno mnie zaskoczyła bo większość pomadek jest zbita i dość tempa w nakładaniu. Ta jest zupełnie inna - nakładając mam wrażenie, że używam miękkiej pomadki ochronnej a nie takiej z mocnym kolorem. Rozsmarowuje się błyskawicznie i daje takie "mokre" wykończenie przez co usta wydają się większe.

Niestety przez swoje wykończenie i formułę nie jest to pomadka super trwała i dość szybko schodzi z ust. Utrzymuje się do pierwszego jedzenia - widać, że coś na ustach jeszcze jest ale trzeba ją nałożyć ponownie. Nie jest trwała ale nie jest też wysuszająca.


Za nawilżenie ust odpowiada zawartości witaminy E oraz ekstraktu z rozmarynu - pomadki Lily Lolo dają nie tylko kolor ale odżywią usta.

Szminka pochodzi ze strony costasy.pl i możecie ją kupić za 48,90.


Dajcie znać czy lubicie takie kolory?


na zdjęciu: Twój Styl wydanie Grudzień 2014, zegarek allegro, kubek pepco.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Prasowany róż Lily Lolo w kolorze Coming Up Roses - uwielbiam!


A dziś opowiem Wam o różu który od początku mnie zauroczył. Prasowany róż Lily Lolo w kolorze Coming Up Roses podobał mi się już na stronie tutaj a po pierwszym użyciu upewniłam się - tak to jest mój kolor!

sobota, 15 listopada 2014

Lily Lolo matujący puder sypki Flawless Matte oraz pędzel Super Kabuki - moja opinia.



Na początku listopada pojawiła się moja recenzja podkładu mineralnego Lily Lolo w kolorze  Warm Peach - KLIK, przyszła pora na matujący puder sypki Flawless Matte. Do podkładu dostałam pędzel Super KabukiKLIK - jednak zdecydowanie lepiej używa mi się go z pudrem niż podkładem. Dziś recenzja zestawu - puder + pędzel.





Puder  Flawless Matte jest to biały dobrze zmielonymi sypki produkt. Przy użyciu odpowiedniej ilości nie bieli - zawsze strzepuje nadmiar nabranego pudru zanim omiotę nim twarz. 

Standardowo zachwyca mnie świetnie wykonane opakowanie z solidnym dozownikiem. 




Zdecydowanym plusem jest skład - produkt zawiera tylko glinkę porcelanowa i mikę. 

Aplikacja zalecana przez producenta - "Aplikuj oszczędnie na lub pod podkład w miejscach, gdzie cera ma tendencje do świecenia się. Możesz go również wymieszać z kremem nawilżającym, aby uzyskać bazę kontrolującą wydzielanie sebum. Puder ten jest również idealną bazą pod cienie do powiek."

Zastosowań jest więc wiele, ja używam go głównie jako pudru wykończeniowego w okolice które mają tendencje do przetłuszczania się. Zazwyczaj jest to cała moja twarz, pomijam czasem czoło - noszę grzywkę więc ten element twarzy jest zasłonięty.

Jest bardzo wydajny - mój ma pojemność 7g w 40ml słoiczku z sitkiem. Dostępna jest wersja  mini - 0,75g w słoiczku.





Puder bardzo przyjemnie się stosuje jednak nie zauważyłam, żeby na bardzo długo matowił moją cerę. Nie jest to dla mnie minus bo nie lubię efektu bardzo matowej cery - takiej kamiennej. Nie przeszkadza mi, że po pewnym czasie muszę go dołożyć. 

To co jest dla mnie najważniejsze - ładnie wygląda tzn jest praktycznie niewidoczny a cera ma zdrowy wygląd oraz nie waży się pod koniec dnia. Mam także pewność, że jest zdrowy dla mojej cery.





Do nakładania tego pudru najczęściej sięgam po pędzel Super Kabuki także od Lily Lolo - jest on przeznaczony do nakładania podkładu ale w moim przypadku lepiej sprawdza się do pudru.





Obwód pędzla jest dość spory. Włosie przytrzymuje metalowy trzonek. Jest ono miękkie ale dość sprężyste. Dobrze nabiera produkt. 

Pędzel jest świetnie wykonany - jest także bardzo ładny. Szalenie podoba mi się minimalizm nazwy i loga.





Nakładam nim produkt na całą twarz - dobrze się do tego sprawdza. Do podkładu jest jak dla mnie za duży - wolę nakładać go mniejszymi pędzlami.

Prałam go już kilka razu i cały czas wygląda jak nowy. Włoski nie wypadają ani nie wychodzą z trzonka.





Zarówno puder Flawless Matte jak i pędzelek Super Kabuki możecie kupić na stronie polskiego dystrybutora marki Lily Lolo - Costasy.pl





Dajcie znać czy miałyście te produkty i czy zainteresowała Wam moja recenzja.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Lily Lolo Warm Peach - moja opinia na temat podkładu mineralnego.



Prowadzę bloga prawie 4 lata i dopiero niedawno nabrałam chęci na produkty mineralne Lily Lolo. Zawsze obawiałam się minerałów. Było we mnie przekonanie "moja tłusta cera raczej ich nie polubi". Omijałam je szerokim łukiem aż w końcu postanowiłam przekonać się na własnej skórze. Od prawie dwóch miesięcy używałam odcień Warm Peach - dziś podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami.


Zacznę od opakowania. Podkład zamknięty jest w solidnym plastikowym pojemniku z sitkiem. Miałam wiele produktów opakowanych w tego typu pojemnik ale dopiero ten okazał się dopracowany na tyle, że pudrowy podkład nie brudzi całej kosmetyczki, nie wysypuje się. Ułatwia to dozowanie odpowiedniej ilości. Opakowanie cieszy także oko - nie wygląda tanio ani tandetnie.


Wybrałam kolor Warm Peach który opisywany jest jako odcień ciepły do jasnej cery. Miałam pewne dylematy czy aby będzie odpowiedni, na szczęście na stronie costasy.pl możemy liczyć do fachową pomoc w wyborze odpowiedniego dla nas koloru.

Kolor okazał się strzałem w 10tkę
choć jak tylko otworzyłam produkt pomyślałam "ooo matko będzie za ciemny". Zauważyłam, że podkład jest na tyle subtelny, że jeśli wybrałabym coś odrobinę za ciemnego czy za jasnego nie zrobiłabym sobie dużej krzywdy. Nie zaobserwowałam aby ciemniał w połączeniu z moim sebum, co jest dla mnie bardzo istotne przy wyborze podkładu, zwłaszcza jego koloru.


Pierwszą aplikację wspominam dość komicznie. Na początku popełniałam kilka błędów m.in dozowałam za wiele produktu przez co uzyskiwałam twarz osypaną mąką. Cera musi być w miarę gładka, podkład ma tendencje do podkreślania suchych skórek!

Producenta zaleca "Dla osiągnięcia najlepszego rezultatu nakładaj podkład pędzlem kabuki lub gąbką do makijażu. Wysyp trochę podkładu na pokrywkę i pokręć po niej pędzlem, aby mineralne cząsteczki podkładu równo go pokryły. Uderz podstawą pędzla o twardą powierzchnię, aby cząsteczki dobrze osadziły się we włosiu – to zapewni naturalnie wyglądające wykończenie makijażu. Zaczynając od linii szczęki nakładaj podkład ruchem kolistym delikatnie przyciskając pędzel do skóry. Powtarzaj czynność, aż do osiągnięcia pożądanego efektu."


Przekonałam się, że muszę do niego podchodzić dość niestandardowo. Nie wiem czemu miałam o nim wyobrażenie jak o typowym płynnym podkładzie. Jest to produkt sypki, konsystencja jest inna i inny powinien być sposób nakładania.


Do nakładania wybrałam zbity pędzel który zazwyczaj stosowałam do płynnych produktów.
Kolistymi ruchami wcieram produkt aż do momentu gdy lekko wtopi się w cerę. Zazwyczaj nakładam jedną warstwę. Jest ona dla mnie wystarczająca, nie lubię efektu płaskiej twarzy. Jako posiadaczka skóry tłustej miewam niedoskonałości czy krostki ale nie staram się ich na siłę ukrywać. Na zdjęciach widać także piegi - szalenie je u sobie lubię i żałuję, że nie jestem większym piegusem!

 
Podkład nie jest bardzo mocno kryjący co uważam za atut
. Po nałożeniu lekko osadza się na włoskach na twarzy, na początku cera wydaje się zmatowiona - mat ten mija po kilku minutach. W przypadku tłustej cery wygląda to korzystnie. Zauważyłam, że utrzymuje się całkiem dobrze i dobrze też wygląda, zwłaszcza na policzkach, nosie i brodzie. Niestety nie chce współgrać z moim czołem. Nie wiem czy to kwestia grzywki czy tłustej cery ale miewałam momenty gdy ważył się na tej części twarzy co doprowadzało mnie do szału. Nie mam kompletnie pojęcia od czego to zależało, były dni gdy moja cera jakby go nie akceptowała, były i takie gdy nie mogłam się na siebie napatrzeć i myślałam "wow jak promieniście dziś wyglądam!". Bałam się, że może mnie zapchać - nic takiego się nie stało :)


Niezaprzeczalnym plusem jest skład - Mika, Tlenek Cynku, Dwutlenek Tytanu, Tlenki Żelaza, Ultramaryna - prosty, nienaszpikowany sporą ilością chemii. Stosując go miałam pewność, że nakładam coś dobrego na swoją twarz.



 

Moje wstępne obawy co do koloru czy zapychania były bezpodstawne. Aplikacja z czasem sprawiała mi coraz mniej problemów - owszem nie od razu byłam zadowolona z tego jak wyglądał na mojej twarzy. Przy mojej tłustej cerze miewa gorsze dni gdy nie wygląda dobrze - nie jestem w stanie przewidzieć czy dany dzień będzie dniem "lubię" czy nie "lubię lily lolo".

Cena jest dość wysoka - klik - konfrontując to z ilością jaką dostajemy (a jest to aż 10gram w 40ml opakowaniu) dochodzę do wniosku, że jest ona do przyjęcia. Na dodatek produkt jest bardzoooo wydajny!


Stosowałyście podkłady mineralne? podzielcie się swoimi opiniami!