sobota, 8 listopada 2014

Sobota z Yankee Candle - Pink Dragon Fruit.

 
Sobota! Kolejny wieczór z Yankee Candle! Tym razem
Pink Dragon Fruit.


Nigdy nie jadłam Pitaji zwanej też smoczym owocem. Piłam kiedyś sok i pamiętam, że był bardzo smaczny. Wosk wybrałam losowo. Przez opakowanie nie było czuć zapachu tzn nie na tyle abym wcześniej zainteresowała się tym woskiem. Niestety był to błąd - po rozpakowaniu poczułam niesamowity zapach!


Długo myślałam z czym mogę go porównać ale nic konkretnego nie przychodzi mi na myśl. Zapach jest przepiękny, trochę kwiatowy ale nie mdły. Bardzo przypadł mi do gustu i na stałe u mnie zagości. Gorąco Wam go polecam.

 
Wosk możecie kupić w sklepie internetowym Goodies.pl

Jeśli macie ochotę na ten wosk albo inne produkty Yankee Candle mam dla Was Kod zniżkowy do wykorzystania na Goodies.pl!

Kod upoważnia do 10% zniżki na wszystkie nieprzecenione produkty Yankee Candle. Ważny jest do końca 31.12.2014 i jest wielokrotnego użytku. Kod to: SMIETI



Napiszcie koniecznie czy tak mieliście ten wosk albo podzielcie się swoim ulubionym zapachem - a już za tydzień opiszę Wam kolejny wosk :)

piątek, 7 listopada 2014

HASK Manoi Oil - olejek do włosów z olejem Manoi.


Moje przetłuszczające się włosy nie lubią obciążania. Zauważyłam, że odżywki nakładane na całą ich długość średnio im służą. Niestety końce muszę czymś wygładzać bo są szorstkie i napuszone. W takich sytuacjach sprawdzają się olejki, produkty typu jedwab. Dziś pokaże Wam maleństwo, które stosuję od pewnego czasu. Mowa będzie o olejku do włosów z olejem Manoi od HASK.



Produkt ma pojemność 18ml i zamknięty jest w plastikowym opakowaniu, który ja nazwałabym fiolką. Co do rodzaju opakowania mam dość mieszane uczucia i nie potrafię jednoznacznie określić czy jest ono komfortowe czy nie. Opracowałam technikę dozowania produktu i o dziwo skłonna powiedzieć jestem, że jest ono lepsze od takiego z pompką. Przykładam fiolkę mocno do wewnętrznej strony dłoni otworem, obracam ją tak aby na dłoni została kropka olejku. Jest to wystarczająca ilość na pokrycie końcówek o długości ok 10cm.



Z opakowania możemy wyczytać: "Lekki, natychmiast wchłaniający się, bezalkoholowy olejek, zapewnia piękny połysk bez efektu tłustych włosów. Pozostawia włosy odżywione, nawilżone i zrewitalizowane." Faktycznie dobrze się wchłania i sprawia, że włosy natychmiastowo stają się bardziej odżywione i wyglądają zdrowiej. Jak przy każdych olejkach - trzeba użyć niezbyt wiele produktu bo w przeciwnym razie efekt będzie odwrotny od zamierzonego a my zamiast cieszyć się pięknymi włosami będziemy mieć je oklapnięte i tłuste.

To co mnie zachwyca od samego początku to zapach. Olejek przepięknie pachnie krówką - mam tu na myśli słynny rodzaj cukierka. Zapach utrzymuje się na włosach :)


Na początku przeraziła mnie odrobinę ilość produktu - pomyślałam "hmm to tak w zasadzie to chyba próbka a nie pełnowymiarowy produkt" - a tą "próbkę" używam już prawie miesiąc i zauważam 1/4 zużycia.

Moje włosy polubiły ten produkt a ja pokochałam jego zapach. Nie mam co do niego zastrzeżeń i spełnia moje oczekiwania.

Olejek wchodzi w skład serii Monoi Oil - można z niej dostać także szampon i odżywkę. Poza serią Monoi Oil dostępne są serie: Keratin Protein, Argan Oil i Macadamia Oil. Produkty HASK dostępne są na biutiq.pl oraz w sieci drogerii Hebe.



Znacie tę firmę? A może miałyście już któryś z tych produktów?

czwartek, 6 listopada 2014

Floslek masło do ciała - cała seria.


Pierwszą styczność z tymi masłami
miałam prawie dwa lata temu. Używałam wtedy karite & olej babassu -  recenzja cały czas jest na blogu, jak najbardziej aktualna - klik .

Jakiś czas temu dostałam do przetestowania całą serię. Przychodzę z nią do Was właśnie dzisiaj bo jest akurat promocja na te masła na stronie producenta - TUTAJ - może komuś narobię "smaka".
Masła zamknięte są w białe plastikowe, dość solidne opakowania. Dostajemy 240ml produktu.

Nie będę szczegółowo opisywała działania każdego masła bo nie zauważyłam między nimi dużej różnicy
- odsyłam więc do linka podanego wyżej ze szczegółową recenzją wersji której używałam wcześniej. Jeśli miałabym w skrócie je opisać - nie są zbite jak przeciętne masła dzięki czemu dobrze się rozsmarowują. Wchłaniają się dość szybko ale na skórze pozostaje tłustawy film. Najchętniej sięgam po nie po depilacji albo gdy czuję, że moja skóra potrzebuje mocniejszego nawilżenia. W tym zestawieniu skupię się bardziej na doznaniach zapachowych ponieważ to nimi najczęściej kierujemy się przy wyborze produktu.

 

Kolejność jest przypadkowa choć pewne zapachy lubię bardziej, inne mniej. Na szczęście nie ma wśród nich takie który absolutnie nie przypadłby mi do gustu :)


 Masło do ciała Wanilia & Czekolada


Uwielbiam wszystko co waniliowe i to masło przypadło mi bardzo do gustu. Odrobinę przypomina mi waniliowe świeczki z IKEA których zapach kocham!

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Parfum, Propylene Glycol, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Methylparaben, Propylparaben, Caramel, CI 14700, CI 47005.


 Masło do ciała Karite & Olej babassu

Ma specyficzny zapach do którego nie jestem w stanie nic porównać, bardzo naturalny i roślinny. Trafia w mój gust zapachowy jednak wiem, że nie każdemu może się spodobać.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Morinda Citrifolia Fruit Extract, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, CI 47005, CI 42090, CI 14700, Citronellol.


Masło do ciała Opuncja & Biała herbata

Hmmm bardzo delikatny przyjemny zapach. Przy pierwszym powąchaniu odrobinę kojarzy mi się z moją ulubioną Daisy Marca Jacobsa. To zapach w tym samym tonie ale znacznie subtelniejszy.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate , PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Parfum, Butyrospermum Parkii Butter, Propylene Glycol, Opuntia Ficus-Indica Extract, Methylparaben, Propylparaben, CI 47005, CI 14700, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional.


 Masło do ciała Acerola & Cherry berry


Na dzień dzisiejszy chyba ulubione! Przepięknie pachnie. Trochę kwiatowy, trochę wiśniowy. Nie jest jednoznaczny ani chemiczny. Uwielbiam gdy moja skóra nim pachnie!

Skład:Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Malpighia Glabra Fruit Extract, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, CI 14720, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hexyl Cinnamal, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol.


Masło do ciała Mango & Marakuja


Lubię produkty o zapachu tych owoców ale to masło oceniam jako średnie, nie jest to śmierdziuch ale pachnie odrobinę kwaskowato. Miałam nadzieję, że będzie bardziej słodkie.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate , PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Parfum, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Propylene Glycol, Mangifera Indica Fruit Extract, Methylparaben, Propylparaben, CI 14720.


 Masło do ciała Liczi & Arbuz 


To połączenie liczi i arbuza sprawia, że masło pachnie melonem - jeśli lubicie jego zapach przypadnie Wam do gustu. Ja średnio go lubię i niezbyt chętnie sięgam po to masło.

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate , PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Parfum, Propylene Glycol, Litchi Chinensis Fruit Extract, Methylparaben, Propylparaben, CI 14720, CI 14700, Limonene.


Masło do ciała Truskawka & Poziomka

Znacie ten zapach gdy miksujecie truskawki z cukrem i odrobiną śmietany? tak właśnie pachnie to masło. Nie jest to ani typowa truskawka ani poziomka. Pachnie dzieciństwem :)

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate , PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Parfum, Propylene Glycol, Fragaria Vesca Fruit Extract, Methylparaben, Propylparaben, CI 14700, CI 42090, Methyl 2-Octynoate.


Znacie te masła? które najchętniej byście wybrali?

środa, 5 listopada 2014

Makeup Revolution Blushing Hearts - cudowne serduszka.


Seria Blushing Hearts oraz Goddess of Love to przepiękne wypiekane róże i rozświetlacz w kształcie serca. Czyż nie są urocze?


Produkty opakowane są w kartonowe pudełeczka które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo słodkie. Wyglądają przepięknie ale przy dłuższym użytkowaniu jest to mało poręczne - nie zmienia to jednak faktu, że właśnie opakowanie dodaje sporo uroku. Niestety jakość wykonania nie jest porównywalna np z The Balm ale dostając produkt za niecałe 25zł jestem w stanie przymknąć na to oko.

Zaskoczyła mnie wielkość opakowań - na stronie z której serduszka do mnie przyszły - KLIK - wydawały się dużo mniejsze. Taki róż czy rozświetlacz starczy mi na lata.


Zarówno róże jak i rozświetlacz są mocno perłowe, niektóre kolory zawierają także drobinki. Przyznam szczerze, że odrobinę się przeraziłam otwierając pierwszy raz opakowania, pomyślałam, że mogę wyglądać w nich dość tandetnie.

Na szczęście efekt na twarzy można stopniować a róże podzielone są na trzy części. Można mieszać kolory albo wybrać jakiś konkretny. Duża gramatura sprawia, że kupujemy 3 róże a nie jeden.



Goddess of Love to rozświetlacz o różowym odcieniu dający efekt różowej tafli na twarzy. Odcień jest dość mocno widoczny choć ciężko go uchwycić na zdjęciu. Ma w sobie małe srebrne drobinki. Nie jest widoczny na twarz na pierwszy rzut oka ale w momencie ruchu głową widać różowy połysk na twarzy.




Candy Queen to najmniej perłowy róż. Wydaje się dość jasny jednak daje kolor na policzkach. Jest on subtelny ale ładne ożywia cerę. Jeśli lubicie sięgać po brzoskwiniowe róże - ten będzie dla Was idealny.



Blushing Hearts to zestaw mocno różowych kolorów. Środkowy kolor bardzo przypomina mi Hot Mame z The Balm - to taki kolor "rose gold". Żałuję tylko, że najwięcej jest koloru, który najmniej mi się podoba i jest mocno naszpikowany brokatem. 



Peachy Keen to połączenie perłowego różo-rozswietlacza. Połączenie tych trzech kolorów daję odcień złotego różu. Jest w nim trochę drobinek. Daj mocno rozświetlony efekt.



Jeśli lubicie róże mocno połyskujące to te produkty będą dla Was strzałem w 10tkę!
Osobiście raczej sięgam po maty ale po użyciu tych przekonuję się do rozświetlonego makijażu. Takie perłowe kosmetyki podkreślają nierówności cery, trzeba uważać aby nie nałożyć zbyt wiele. Od ładnego rozświetlonego efektu możemy uzyskać dość taki a tego raczej nie chcemy.

Zadowolona jestem z trwałości, nie zdarzyło mi się abym musiała dokładać produktu w ciągu dnia.



Dajcie znać czy na Was działa urok tych serduszkowych produktów?

poniedziałek, 3 listopada 2014

Lily Lolo Warm Peach - moja opinia na temat podkładu mineralnego.



Prowadzę bloga prawie 4 lata i dopiero niedawno nabrałam chęci na produkty mineralne Lily Lolo. Zawsze obawiałam się minerałów. Było we mnie przekonanie "moja tłusta cera raczej ich nie polubi". Omijałam je szerokim łukiem aż w końcu postanowiłam przekonać się na własnej skórze. Od prawie dwóch miesięcy używałam odcień Warm Peach - dziś podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami.


Zacznę od opakowania. Podkład zamknięty jest w solidnym plastikowym pojemniku z sitkiem. Miałam wiele produktów opakowanych w tego typu pojemnik ale dopiero ten okazał się dopracowany na tyle, że pudrowy podkład nie brudzi całej kosmetyczki, nie wysypuje się. Ułatwia to dozowanie odpowiedniej ilości. Opakowanie cieszy także oko - nie wygląda tanio ani tandetnie.


Wybrałam kolor Warm Peach który opisywany jest jako odcień ciepły do jasnej cery. Miałam pewne dylematy czy aby będzie odpowiedni, na szczęście na stronie costasy.pl możemy liczyć do fachową pomoc w wyborze odpowiedniego dla nas koloru.

Kolor okazał się strzałem w 10tkę
choć jak tylko otworzyłam produkt pomyślałam "ooo matko będzie za ciemny". Zauważyłam, że podkład jest na tyle subtelny, że jeśli wybrałabym coś odrobinę za ciemnego czy za jasnego nie zrobiłabym sobie dużej krzywdy. Nie zaobserwowałam aby ciemniał w połączeniu z moim sebum, co jest dla mnie bardzo istotne przy wyborze podkładu, zwłaszcza jego koloru.


Pierwszą aplikację wspominam dość komicznie. Na początku popełniałam kilka błędów m.in dozowałam za wiele produktu przez co uzyskiwałam twarz osypaną mąką. Cera musi być w miarę gładka, podkład ma tendencje do podkreślania suchych skórek!

Producenta zaleca "Dla osiągnięcia najlepszego rezultatu nakładaj podkład pędzlem kabuki lub gąbką do makijażu. Wysyp trochę podkładu na pokrywkę i pokręć po niej pędzlem, aby mineralne cząsteczki podkładu równo go pokryły. Uderz podstawą pędzla o twardą powierzchnię, aby cząsteczki dobrze osadziły się we włosiu – to zapewni naturalnie wyglądające wykończenie makijażu. Zaczynając od linii szczęki nakładaj podkład ruchem kolistym delikatnie przyciskając pędzel do skóry. Powtarzaj czynność, aż do osiągnięcia pożądanego efektu."


Przekonałam się, że muszę do niego podchodzić dość niestandardowo. Nie wiem czemu miałam o nim wyobrażenie jak o typowym płynnym podkładzie. Jest to produkt sypki, konsystencja jest inna i inny powinien być sposób nakładania.


Do nakładania wybrałam zbity pędzel który zazwyczaj stosowałam do płynnych produktów.
Kolistymi ruchami wcieram produkt aż do momentu gdy lekko wtopi się w cerę. Zazwyczaj nakładam jedną warstwę. Jest ona dla mnie wystarczająca, nie lubię efektu płaskiej twarzy. Jako posiadaczka skóry tłustej miewam niedoskonałości czy krostki ale nie staram się ich na siłę ukrywać. Na zdjęciach widać także piegi - szalenie je u sobie lubię i żałuję, że nie jestem większym piegusem!

 
Podkład nie jest bardzo mocno kryjący co uważam za atut
. Po nałożeniu lekko osadza się na włoskach na twarzy, na początku cera wydaje się zmatowiona - mat ten mija po kilku minutach. W przypadku tłustej cery wygląda to korzystnie. Zauważyłam, że utrzymuje się całkiem dobrze i dobrze też wygląda, zwłaszcza na policzkach, nosie i brodzie. Niestety nie chce współgrać z moim czołem. Nie wiem czy to kwestia grzywki czy tłustej cery ale miewałam momenty gdy ważył się na tej części twarzy co doprowadzało mnie do szału. Nie mam kompletnie pojęcia od czego to zależało, były dni gdy moja cera jakby go nie akceptowała, były i takie gdy nie mogłam się na siebie napatrzeć i myślałam "wow jak promieniście dziś wyglądam!". Bałam się, że może mnie zapchać - nic takiego się nie stało :)


Niezaprzeczalnym plusem jest skład - Mika, Tlenek Cynku, Dwutlenek Tytanu, Tlenki Żelaza, Ultramaryna - prosty, nienaszpikowany sporą ilością chemii. Stosując go miałam pewność, że nakładam coś dobrego na swoją twarz.



 

Moje wstępne obawy co do koloru czy zapychania były bezpodstawne. Aplikacja z czasem sprawiała mi coraz mniej problemów - owszem nie od razu byłam zadowolona z tego jak wyglądał na mojej twarzy. Przy mojej tłustej cerze miewa gorsze dni gdy nie wygląda dobrze - nie jestem w stanie przewidzieć czy dany dzień będzie dniem "lubię" czy nie "lubię lily lolo".

Cena jest dość wysoka - klik - konfrontując to z ilością jaką dostajemy (a jest to aż 10gram w 40ml opakowaniu) dochodzę do wniosku, że jest ona do przyjęcia. Na dodatek produkt jest bardzoooo wydajny!


Stosowałyście podkłady mineralne? podzielcie się swoimi opiniami!

niedziela, 2 listopada 2014

Niedzielny manicure - siwy z czerwono-białymi kropkami!


Taka jesień to ja uwielbiam! Słonecznie i całkiem ciepło. Czuję jakby była to wczesna wiosna, nie czuję zbliżającej się zimy. Takie też są i moje paznokcie - bliżej im do ciepłych wspomnień niż ciemnych chłodnych odcieni.

Pomalowałam dziś nawet ciemnym fioletem jedną dłoń... zmyłam bo czułam się jakoś dziwnie. W dalszym ciągu lubuję się w jasnych kolorach i kropkowych topach. Odrobinę zachciewa mi się zmian ale jeszcze nie wiem w którą stronę chce iść.


Zapewne niektóre osoby mogą być już zmęczone moimi kropkowymi kompozycjami ale chyba trzeba będzie się jeszcze odrobinę pomęczyć. Jak długo? nie wiem, nie znalazłam jeszcze jesiennych inspiracji, które spełniłyby moje oczekiwania.


Użyłam:
  • Virtual - 110 London Frog
  • Life - 02
  • Essie - GTG



Jak się Wam podoba to zestawienie?

sobota, 1 listopada 2014

Sobota z Yankee Candle - Lovely Kiku.


Sobota! Kolejny wieczór z Yankee Candle! Tym razem Lovely Kiku.



Od dziś mamy już listopad. Dzień niezwykle ciepły i słoneczny na zachodzie Polski - chyba w całym kraju było dziś tak cudnie. Od rana odwiedzałam z Mężem pobliskie cmentarze. Wieczór już we dwoje - nie licząc rudego kociska - pod kocem. I jak to bywa co sobotę - czas na nowy wosk Yankee Candle!




Wosk wybrałam spontanicznie i wyszła mi chryzantema na obrazku! Lovely Kiku nie pachnie jak ten kwiat ale jest niezwykle aromatyczny. Hmmm jak go opisać - ja czuję trochę lawendę pomieszaną z pieprzem. Jest to zapach z kategorii "podoba mi się i wiem, że będę często po niego sięgać!". Przypuszczałam, że może być lekkim kwiatowym śmierdziuchem a spodobał mi się bardzo!



Wosk możecie kupić w sklepie internetowym Goodies.pl

Jeśli macie ochotę na ten wosk albo inne produkty Yankee Candle mam dla Was Kod zniżkowy do wykorzystania na Goodies.pl!

Kod upoważnia do 10% zniżki na wszystkie nieprzecenione produkty Yankee Candle. Ważny jest do końca 31.12.2014 i jest wielokrotnego użytku. Kod to: SMIETI


Napiszcie koniecznie czy tak mieliście ten wosk albo podzielcie się swoim ulubionym zapachem - a już za tydzień opiszę Wam kolejny wosk :)